piątek, 29 listopada 2013

Rozdział 27:



Spaliłam papierosa i postanowiłam pójść spać, bo było już dosyc późno. Poszłam do łazienki, kiedy sie rozebrałam do mycia, nagle zerknęłam w duże lustro i co zobaczyłam? Mój brzuch. Był gruby, co mnie aż obrzydziło. Chciałam mieć ładny brzuch, więc postanowiłam sie odchudzać. "Tak od jutra" - pomyslałam i poszłam pod prysznic. Potem wróciłam do swojego pokoju, weszłam na chwile na Facebooka, obejrzałam co sie dzieje i poszłam spać. Zasnęłam dosyć szybko.
Obudził mnie śpiew i gra fortepianu. Był to znajomy głos. Maciek tak pięknie śpiewa? Przecież on nawet na fortepianie nie gra. Od razu zbiegłam na dół i ujrzałam to czego sie spodziewałam. Tak, zobaczyłam Kamila siedzącego przed instrumentem, grajacego i śpiewającego piosenkę "Think about tomorrow" . Kiedy mnie ujrzał przestał grac, wstał i patrzył na mnie. Mimo iż źle powiedział na mnie w szpitalu, to nie mogłam się powstrzymac od uścisku. Za bardzo sie stęskniłam, więc od razu podbiegłam do niego i go przytuliłam. Chłopak odwzajemnił uścisk. Czułam się cudnie w jego ramionach. Ciepło, bezpiecznie. Nikt nie przytulał tak jak facet, a zwłaszcza tak jak Kamil.
- Tęskniłam - szepnełam.
- Ja też, baaardzi tęskniłem - powiedział przytulając mnie jeszcze bardziej.
- ekhem.. Misia śniadanie zjesz? - wszedł Maciek.
- Tak, tak. - Puściłam Kamila i ruszyłam w stronę kuchni.
No przecież sie odchudzałam, więc musiałam zrobic sobie jakies lekkie sniadanie. Jak dobrze widziałam ostatnio Maciek kupił tzw. sucharki. Znalazłam je w szafce i zjadłam dwa, a potem wypiłam trochę herbaty. Patrząc na Maćka i Kamila byłam zdziwiona. Siedzieli na kanapie w salonie, tak po prostu jakby nie wiedzieli o swoim istnieniu, jakby pokłóceniu. Zdziwiłam się, więc poszłam zapytac o co chodzi.
- Coś się stało? - zapytałam.
- Co miało się stać? - zapytał Kamil.
- Nie, bo nie rozmawiacie ze sobą, jak nigdy, dlatego pytam.
- Po prostu nie kazdy chce ze soba rozmawiać - odpowiedział mi Maciek usmiechając się.
Wyszłam bez słowa. Byli pokłóceni, ale o co? Przecież Maciek był ostatnio u Kamila w szpitalu. Może własnie wtedy się pokłócili? Nie wiem. Poszłam na górę, wzięłam prysznic i usiadłam na łóżku. Tak po prostu siedziałam, o siedziałam. Nie miałam nic innego do roboty. Za oknem świeciło słońce. Miałam ochotę pojechać gdzieś nad jezioro wykąpać się. Czy tutaj jest w ogóle takie coś? Nie wiem, może potem wypytam chłopaków. Ale nagle przypomniał mi się mój sen. Był tam Kamil. Ale co tam dokładnie było?
Wiem, że spałam w jakimś namiocie. Z Patrycją, tak Patrycja tam była! Nagle mnie oswieciło. Tak wiedziałam, że spałam z Patrycja w namiocie, ale nie wiedziałam co to było za miejsce. Pierwszy raz je widziałam. Potem gdzieś wyszłyśmy, bo ktoś przyjechał. Byli to Maciek i Kamil. Przyjechali samochodem do nas. Rozmawialiśmy. Dookoła było ciemno. Nagle gdzies wyskoczył jakiś człowiek. Pół zywy człowiek. To był zombie. Ja spanikowałam, Patrycja z resztą też. Chłopcy zabrali nas do auta i ruszylismy, ale ja chciałam wrócić po moją gitarę, którą zostawiłam w namiocie. Kamil postanowił pójśc tam ze mną. Dookoła było pełno trupów. Wpadłam do namiotu, wzięłam gitare i kilka najwazniejszych rzeczy moich i Patrycji i szybko wróciliśmy do auta. Wszędzie było ciemno, strasznie i chodziły trupy. Czułam się jakbyśmy byli tam w czwórke sami. Sami na dzielnicy, w mieście, może nawet na świecie. Jechalismy tak. szybko, przed siebie, byle by uciec. W pewnym momencie na przednia szybkę jakby spadł jeden zombie.
Obudziłam się, aż usiadłam, byłam zmachana i cała spocona, a na łóżku ktoś siedział. Pisnęłam ze strachu. Chłopak zaczął mnie uspokajać. To był Kamil.
- Drzesz sie i drzesz, co ty masz za sny? - zapytał
- koszmar, jeszcze ty mnie wystraszyłeś. - byłam zła - Maciek sie obudził przeze mnie?
- Nie, sprawdzałem śpi jak zabity. Chodz do mnie - Kamil rozłożył ramiona zbliżył sie do mnie i mnie przytulił.
- śpij ze mną proszę.
- Dobra, zostane.
Kamil połozył się obok. Wtuliłam się w niego i czułam się jak w siódmym niebie. Ciepło, bezpiecznie w ramionach wymarzonego faceta.
- śpij. - pocałował mnie w głowę i mocno przytulił.
Zasnęłam spokojnie.


Koniec rozdziału 27! 
Podobało się? Komentujcie i oceniajcie. Bedzie mi bardzo miło :) 
Może jakies pytania? 

Zapraszam ASK





wtorek, 19 listopada 2013

Rozdział 26: 


Próbując zapomnieć o Kamilu, weszłam na Facebook'a. Miałam jedną nową wiadomość. To była wiadomość o tej Wiktorii, którą tak bardzo kochał Kamil. Przeraziłam się kiedy to zobaczyłam, a dokładniej napisała " Cześć, słuchaj chcę być dla ciebie miła, i delikatnie chcę ci oświadczyc, że Kamil jest mój i proszę abys się za przeproszeniem od niego odpierdoliła. Postanowiliśmy razem spróbować odbudować związek, ale ty musiałas się pojawić i wszystko zniszczyć. Czy ty serio uważasz, że między tobą a Kamilem coś by mogło zajść? Przecież ty jesteś dla niego zwykłą gówniarą. Mam nadzieję, że już sobie odpuścisz i, że nie będę musiała nastepnym razem używać siły. Miłego dnia :)" Znów zaczęłam płakać. To co czułam było masakrą. I najgorsze było to, że akurat Patrycji nie mogło byc wtedy obok. Nagle poczułam kogoś obok. To był Maciek. Zaczął czytać wiadomość.
- O co jej chodzi? Nawet nic takiego między wami nie było. Byli ze sobą od niedawna i on miał już ją zdradzać? Bez przesady. - Wziął krzesło i usiadł obok - nie płacz. - pogłaskał mnie po głowie, a następnie wziął klawiature i zaczął pisać.
Czekałam aż skończy nic nie mówiłam i nie pytałam, po prostu czekałam.
Po tysiącach zastanowień i milionach uderzeń w klawisze skończył.
- Przeczytaj, jak coś ci nie będzie pasowało, to zmień.
Napisał tak: " Cześć. Słuchaj, ja się w nic nie mieszałam, Kamil może mi sie podoba, ale to nie jest facet dla mnie między innymi własnie dlatego, że jest o wiele starszy. Nie wiem wgl, jak mogłaś pomyśleć, że coś miedzy nami iskrzyło. Jesteśmy zwykłymi przyjaciółmi, to chyba normalne, że ze sobą rozmawiamy. Śmiało możesz z nim być, a ja ci go nie odbiję, nawet nie miałam takiego zamiaru. :) "
Nie miałam żadnych zastrzeżeń do tego co napisał mój brat. Bez wachań wysłałam wiadomośc. W tamtej chwili Wiktorii na czacie nie było. Może to nawet dobrze.
Było mi lżej. Cieszyłam się, że mogłam liczyc na pomoc Maćka.
Potem wyłaczyłam juz laptopa, bo miałam dosyć tego wszystkiego, tego całego wspominania Kamila.
Zeszłam na dół, aby posiedziec trochę z Maćkiem i porozmawiac, bo szczerze mówiąc, za dużo czasu z nim nie spędzałam.
Ale kiedy zeszłam chłopaka tam nie było. Zdziwiłam się. Gdzie on mógł być?
Postanowaiłam do niego zadzwonić.
- Maciek? Gdzie ty jesteś? - zapytałam
- U Kamila w szpitalu. Za jakąś godzinę wrócę.- rozłączył się.
No cóż. Zostałam sama. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizję.
W pewnym momencie się zamysliłam. Co ja robiłam jakiś miesiąc temu? Coś gadali, że jakąś amnezję miałam, ale tak własciwie kim byłam wczesniej....?
Patrzyłam w ściane, próbując cofnąć się w czasie myslami.
Ale to nic nie dało. Nadal nie wiedziałam co działo się wcześniej. Coś tam mówili, że lesbijką byłam i ubierałam się jak facet. Na górze miałam jeszcze stare ubrania. Poszłam je zobaczyc.
Otworzyłam szafę i rzeczywiście.. były tam same męskie rzeczy. Luźne koszulki, luźne dżinsy, dresy, czapki, adidasy. "Co mi tam" - pomyslałam i założyłam czarną koszulkę, do tego luźne dżinsy, czapke i adidasy. Zeszłam na dół do dużego lustra. Nie wyglądałam źle, nawet spoko no i dobrze sie w tym czułam.
Własnie wtedy do domu, do przedpokoju wszedł Maciek. Ja byłam w salonie, więc mnie nie widział.
- Jeeeeesteeeem! - Krzyknął. - wróciłem wczesniej, bo... Monika?
Własnie wtedy wszedł do salonu, widząc mnie. Bardzo się zdziwił widząc mnie w takim stroju.
- Dlaczego ty... Wszystko okey? - zapytał
- Tak. Jak najbardziej - zachichotałam - tak z ciekawości założyłam te stare ciuchy, myslałam, że może sobie coś przypomnę, ale lipa... Nic mi nie świta - zasmuciłam się
Chłopak podszedł do mnie, ściągną mi czapkę z głowy i mnie przytulił.
- Nie świruj, proszę cię i teraz wróć na górę i się przebierz.
- Po co? Nie chcę, dzisiaj do końca dnia tak będę chodzić. Podoba mi się - odepchałam chłopaka, uśmiechajac się.
Maciek stał bez słowa i patrzył na mnie. Dałam bratu buziaka w policzek i poszłam na górę w celu zapalenia papierosa.
Wyszłam na balkon i paliłam.
- "Ja nie chcę wyjeżdżać stąd, chcę tutaj zostać..." - zaczęłam śpiewać.
Tak, nie chciałam stąd wyjeżdżać. Tutaj było inne życie, takie spokojne, wyluzowane. Ale wciąż myślałam o Kamilu. Tęskniłam za nim...


Koniec rozdziału 26! 
Podobało się? Komentujcie i polecajcie innym ! Bedzie mi bardzo miło :) 

Pytania? ASK 

niedziela, 17 listopada 2013

Rozdział 25:

Właśnie wtedy się obudziłam. Cała spocona i zapłakana. A w drzwiach od mojego pokoju ukazał się mój brat - Maciek.
- Co się dzieje? - usiadł na łóżku
- Miałam koszmar, to była masarka. Maciek ty .. żyjesz i to jest najważniejsze .. - usiadłam i przytuliłam go
- No, żyję, a czego miałbym umierać? Za młody jestem - uśmiechnął się i odwzajemnił uścisk
- Śniło mi się, że byłeś obrzydliwym zombiakiem, który zeżarł mi twarz..
- Hahaha... Ale ty to masz sny. Wstawaj, zjedz coś, bo pewnie głodna jesteś. - wyszedł
Wstałam, umyłam się i założyłam jakieś czarne dresy i luźną koszulkę jeszcze ze "starego stylu". Zeszłam na dół. Na kanapie siedział Maciek.
- Gdzie jest Patrycja? - zapytałam.
- Jak to gdzie? Wróciła do domu, bo jedzie tam gdzieś z rodzicami na cały sierpień. Nie pamiętasz?
- Nie wiem... może coś było.
Poszłam do kuchni, zrobiłam sobie kanapki i kakao i usiadłam obok Maćka, który wyciągnął i odpalił papierosa.
- Gdzie w domu palisz?! - miałam pretensje
- Oj przestań, wywietrzy się. Chcesz? - wyciągnął nowego papierosa i skierował w moją stronę.
- Z chęcią - wzięłam i odpaliłam.
Ale było mi jakoś pusto. Tak dziwnie. Bez Kamila.. On sprawiał, że się cieszyłam wstając z łóżka, kiedy słyszałam często jego śpiew i grę na fortepianie. Dużo się z nim śmiałam.. No i przede wszystkim byłam w nim zakochana.. Bez granicznie zakochana. A jakiś czas temu rzuciła go ta Wiktoria, ale on... On chce żyć tylko z nią. Było mi smutno.
Kiedy zjadłam i wypaliłam tego papierosa wróciłam na górę. Wcześniej wzięłam od Maćka laptop. Usiadłam na łóżku i włączyłam cholernie smutnego tumbrl'a jakiejś dziewczyny. Zaczęłam płakać. Wtedy bezmyślnie wzięłam temperówkę odkręcając z niej ostrze. Zaczęłam robić rany na nadgarstkach. Na początku się bała, ale potem.. Machałam żyletką jak szalona. Lekko zakrwawiłam pościel. Wszedł Maciek.
Udawałam że nic się nie stało, żyletkę i chusteczki wrzuciłam pod poduszkę, a ręce zakryłąm rękawami od bluzy. Tylko, że krew na pościeli było widać.
- Co to jest? - od razu zapytał.
- aa .. to... goliłam się i się zacięłam. Ja lewus - uśmiechnełam się.
- No okey. Jadę do sklepu chcesz coś? - zapytał
- Nie.. Chyba, że fajki mi kup.
Pokiwał głową i wyszedł. Niebieska bluza od spodu miała czerwone juz rękawy. Bolało, aż piekło. Bluzę wrzuciłam do prania a ręce obmyłam z krwi. A dużo jej było.
Odłożyłam laptopa, przykryłam się kołdrą i siedziałam. Siedziałam, przypominając sobie wszystkie chwile z Kamilem. I myslałam, jakby to było, gdybym z nim była. Teraz mogłabym poświęcić wszystko, żeby dał mi choć odrobinę tej miłości, szczęścia. Ręce miałam ostro pociachane. Krew lała się nadal, więc obwinęłam je sobie masą chusteczek. Pierwszy raz w życiu zrobiłam takie coś. Zrobiłam sobie krzywdę. Sama.
Chciałam, żeby Kamil wrócił, żeby było tak jak wczesniej, że przytulał mnie, śmiał się ze mną, dużo rozmawiał. Przywiązałam się do niego, ale on .. uważał mnie za gówniarę, która po prostu chce miec się do kogo przytulić, czy pochwalić koleżankom jakiego to ma świetnego chłopaka. Ja taka nie byłam. Kochałam go na poważnie. Chciałam go obok zawsze, nie ważne czy przytulonego do mnie czy nie. Chciałam, żeby po prostu był. Rozmawiał ze mną.
Usłyszałam zamykające się drzwi na dole. Maciek wrócił.Wyszłam z łózka i zeszłam na dół.
Chłopak szedł obładowany cięzkimi torbami, więc postanowiłam mu pomóc.
- Daj, wezmę to. - powiedziałam.
- A co ja słabiak jestem, że wnieść takiego czegoś nie umiem? - uśmiechnął się.
No nic, odeszłam na bok, aby nie miał problemu z przejściem. Rozładowaliśmy razem torby, ale .. w pewnym momencie ściągnęłam bluzę, zapominając o moich ranach. Maciek od razu to zauważył.
- Co toi jest?! Możesz mi wytłumaczyc co sobie zrobiłaś?! - chwycił mnie za ręce.
- Nic.. zostaw. - wyrwałam dłonie i opusciłam głowę.
Chłopak podszedł do mnie i mnie przytulił. Potrzebowałam takiego przytulenia. Nikt nie przytula tak czule jak facet.
- Teraz mi powiedz dlaczego to zrobiłaś? - zapytał nadal trzymając mnie w objęciach.
- Brakuje mi Kamila. Kocham go, ale on chce żyć tylko z tą Wiktorią. - wybuchłam płaczem
- Przestań kochana, on nie wie co traci. Jesteś cudowna i napewno znajdziesz sobie lepszego niż on.
- Właśnie problem w tym, że ja nie chce innego. On jest moim ideałem.
Wtdey Maciek popatrzył mi w oczy mówiąc "Wszystko będzie dobrze, siostrzyczko" i pocałował mnie w czoło.
Odepchałam go i wróciłam do siebie na górę siadając na łóżku i rycząc, wciąż rycząc.

Koniec rozdziału 25! 
Podobał się? Wchodzić, czytać, komentować :) Będzie mi bardzo miło. 
I poraz kolejny przepraszam, że tak rzadko dodaję rozdziały, ale nie mam za bardzo czasu no i musze wymyśleć jakieś ciekawe sytuacje :) 
Miłego dnia < 3 

Pytania? AsK

środa, 6 listopada 2013

Rozdział 24: 



Zapłakana wróciłam z Maćkiem do domu. Jechaliśmy bez słowa, tak po prostu, ja patrząc w okno, on na drogę. W domu nie rozmawiałam z nikim. Od razu poszłam na górę, przebrałam sie i położyłam. Przysnęłam. Nie spałam długo. Kiedy nagle się obudziłam. Było ciemno, wręcz mrocznie...
Zeszłam na dół, w celi napicia się. nagle coś uderzyło w szybę. Co to było? Zlękłam się. Ale coś zostało na tej szybie... Zbliżyłam wzrok... RĘKA?! Zaczęłam krzyczeć. Coś zaczęło stukać w drzwi... a raczej walić w nie. Podeszłam i przez szybę w drzwiach zauważyłam ludzi... ale dziwnych ludzi... ZOMBIE! Zrobiło mi się gorąco o mało nie zemdlałam.. Przecież ja panicznie bałam się zombie! Nagle ktoś zbiegł z góry. Aż bałam się patrzeć, ale na szczęście był to Kamil.
- Co tu sie dzieje?! - zapytał przerażony
- Tam..są.. zombie - pokazałam na drzwi - cholernie się ich boję.
Chłopak zamknął drzwi i mnie przytulił.
- Gdzie są Maciek i Patrycja?! - nagle spanikował, puszczając mnie.
- Nie wiem...
Szybko pobiegł na górę, a ja za nim.
Usłyszeliśmy jakies głosy, a raczej jęki dobiegające z mojego pokoju. Weszliśmy. Zobaczyliśmy tam Maćka i Patrycję wchodzących na balkon. Kiedy weszli tam, Kamil zamknął drzwi.
Bałam się, telepałam się ze strachu. Zeszliśmy na dół Kamil pozasłaniał rolety i sprawdził cały dom. Wszystko było okey. tylko, że zombiaki zaczęły nagle wybijac okna i próbować dostawać się do środka. Ja wzięłam dużego kija, i starałam się wypędzać obleśniaków, a Kamil przybijał deski na miejsce okien. Byłam przerażona tym co się tam działo. Nagle ktoś, chwycił mnie od tyłu. Kiedy poczułam ten smród, zaczełam krzyczeć, Jakiś trup mnie atakował, mimo iż był jak galaretka i tak się go bałam. No, ale na szczęście Kamil mnie uratował. Okazało się, że drzwi też wyważyli, więc trzebabyło je zakneblować. Kilka ugryzień, uderzeń, ale udało się pozbyć obrzydliwych trupów ze środka. Mimo iż pewnie wiedzieli, że się nie dostaną, nadal się dobijali. Kamil spokojnie poszedł na górę, kiedy ja siedziałam w salonie na kanapie z wielkim kijem w ręce. Moja ręka nie wyglądała za ciekawie... Tyle krwi, przez ugryzienia, ale najważniejsze było, żeby przezyć. Usłyszałam krzyk Kamila z góry. Od razu pobiegłam na górę, do łazienki. Biedny leżał na ziemi a na nim stado wielkich, grubych galaretowatych zombiaków, chcących go zjeść, jego wnętrzności. Starałam się ich powstrzymac, ale wszystko na marne... Nagle ujrzałam tylko połowę głowy Kamila... Nieżyjącego Kamila i strasznych trupów idących w moją stronę, zakrwawionych, chcących wyżreć moje wnętrzności. To było straszne i zarazem obrzydliwe. Wybiegłam z łazienki i zamknęłam drzwi. Zaczęłam płakac, kiedy wyobraziłam sobie Kamila leżacego w środku, zabitego...
Nagle przyszła mi siła, Wkurzona otworzyłam drzwi, i zaczęłam dosłownie, rozpierdalać trupy dużym kawałkiem drewna, który miałam.
Ale .. to nie pomogło. Nagle Banda zombiaków rzuciła się i na mnie i zaczeli mnie gryść, wszędzie i mocno. Płakałam z bólu. Wiedziałam, że za chwilę umrę. Leżałam i czekałam na śmierć. Nade mną pojawił się nastepny trup. Był to Maciek. Straszny, zakrwawiony i przede wszystkim głodny. Rzucił się na mnie. Był ciężki, śmierdział do tego. Popatrzył sie na mnie  i ugryzł. W twarz...
Umarłam...


Koniec rozdziału 24! 
Wiem, krótki rozdział, ale inny, różniący się od wszystkich. 
Ale pomysł na ten rozdział dał mi kolega, któremu własnie go dedykuję. A dokładnie mowa o pewnym Łukaszu. Wiem, że będzie to czytał, dlatego dziękuję i mam nadzieję, że będzie Ci się podobał :D 

No, wy kochani też czytajcie, a potem oceniajcie. 
Spodobała Wam się taka nagła zmiana? 
Czego spodziewacie się dalej? 
Piszcie! 

poniedziałek, 4 listopada 2013

Rozdział 23: 


Kamil ruszył tyłek i od razu pobiegł w jej stronę. Rozmawiali przez pewien czas. Było mi trochę głupio, że to przeze mnie się kłócą. Kamil wrócił wściekły.
- Powiedziała, że mnie nienawidzi... Nie kocha i moge zniknąć. Po prostu nie chce mnie widzieć. - usiadł i zasłonił twarz rękoma. Było mi tak cholernie głupio, że to przeze mnie sie pokłócili.. Postanowilam go pocieszyć.
- Bedzie dobrze, mówię ci, krótka kłótnia przejdzie jej.. - pogłaskałam go po głowie
- Ona taka nie jest, jak raz mówi, tak zrobi. Ja pieprze, no...
- Kamil.. Jeju, to moja wina, gdybyś tu teraz ze mną nie siedział nie przyszłaby tu, i nie byłoby całej tej kłótni.. Przepraszam - chciałam go przytulić.
- Zostaw! - wyrwał mi się.
Puściłam go i siedziałam. Po prostu siedziałam patrząc na niego i śledząc jego oddech. W pewnym momencie chłopak wstał i wsiadł na motor. Nie wiedziałam co chce zrobić i bardziej, co ja mam zrobić.
- Co ty robisz?! - krzyknęłam
- Nie będę żył bez niej!
I ruszył. jechał szybko, cholernie szybko. Nagle łzy zaczęły spływać mi po policzku i pobiegłam za nim. Usłyszałam tylko głośny trzask i za zakrętem ujrzałam roztrzaskany motor i leżącego Kamila. Wybuchłam płaczem i podbiegłam do chłopaka. Nie wierzyłam w to co się stało. Klęczałam nad nim i krzyczałam " Kamil, żyj! Wstawaj, nic ci nie jest! " Jakaś pani stanęła obok mnie i zadzwoniła po karetkę. Wciąż byłam nad chłopakiem. Chłopakiem, którego kochałam i pragnęłam mieć codziennie. Kochałam go ponad wszystko. W tamtym momencie lezałam obok niego przytulając go, płaczać i krzycząc, aby wstał. Przyjechała karetka. Nie chciałam go puścic, dlatego pozwolili mi jechać. Siedziałam w tej karetce patrząc na chłopaka moich marzeń. Leżał z zamkniętymi oczyma, zakrwawioną twarzą, nieprzytomny. Łzy leciały mi strumieniem. Myślałam tylko o nim, w tamtej chwili on zajmował mi wszystkie myśli. Tylko i wyłącznie on. Kiedy dojechaliśmy do szpitala, byłam już spokojniejsza. Zabrali Kamila do sali, i kazali mi zostać na zewnątrz. Siedziałam na ławce niecierpliwie. Nagle przyszedł, a raczej przybiegł zmachany Maciek.
- Cześć, Moniu, co tu się dzieje, co mu się stało?
- Hej.. - odpowiedziałam krótko.
- Opowiesz mi co się wydarzyło?
- Siedzieliśmy w parku. Przyszła ta suka i miała pretensje do Kamila, że on siedzi ze mną. Tak po prostu, bezwinnie siedzielismy, a ona przyszła, narobiła awantury i zerwała z Kamilem. On w\siadł na motor... - zaczęłam płakac.
- Uspokój się, bedzie dobrze - przytulił mnie - co było dalej?
- Wsiadł na motor i z krzykiem oznajmił mi, że nie będzie żył bez niej. Potem ruszył, rozpędził się gdzieś do 200 na godzinę i wjechał w ostry zakręt, a wiesz jak to jest... wywalił się, stracił przytomność, na dodatek jechał bez kasku... - wtuliłam się w brata i wybuchłam płaczem.
Cieszyłam się, że go miałam. Był tam ze mną przytulał mnie i pocieszał.
Siedzieliśmy jeszcze z godzinę, kiedy nareszcie z sali wyszedł lekarz.
- Chłopakowi nic strasznego nie jest, ale będzie musiał zostać tutaj jeszcze z jakiś tydzień.
- Mogę go zobaczyć? - zapytałam.
- Proszę możecie wejść, ale nie na długo.
Od razu ruszyłam w stronę drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam mojego najukochańszego, najprzystojniejszego Kamilka. Przytuliłam sie do niego.
- Nic mi nie jest.. - powiedział oschle.
- Człowieku, mogłeś skończyć gorzej - odezwał się stojący w drzwiach Maciek.
- No i dobra. Mogę umrzeć. Jeżeli Wiktorii ma nie być obok mnie, to nie chce mi się żyć.
- Oszalałeś? Jest tyle kobiet na świecie, które kochałyby cię bardziej niż ona i dały by ci więcej.
- Nie ma takiej, rozumiesz? Nie ma! Ona była jedyną dziewczyną jaką kochałem. - Kamil odwrócił głowę.
- A ja wiem, że jest lepsza dziewczyna od niej. Którą kochałeś wcześniej. Którą za wszelką cene chciałes jakiś czas temu zmienić i zdobyc. Proszę bardzo, siedzi sobie tutaj i troszczy się o ciebie. - Maciek pokazał na mnie.
Milczałam. Nie wiedziałam, że Kamil tak bardzo mnie chciał, wiedziałam, że coś tam było, że do mnie zarywał, ale że chciał zmienić i mieć za wszelką cene? Zdziwiłam się.
- Kiedy to było, stary. Po za tym myślisz? Ona ma 15 lat. Zwykła gimbusiara, a ja mam ją kochać?
- Twierdzisz, że to wszystko co gadałeś były kpiny?
- Nie, to po prostu było zauroczenie. Nic więcej. Ona nie da mi tego co dała mi Wiktoria.
-Nie da ci tego co miałeś od Wiktorii, prawda, da ci więcej i czulej. - Maciek wyszedł z sali.
Nie wiedziałam co mam powiedziec. Przez chwilę patrzyłam na Kamila i znów pojawiły mi się łzy w oczach i znów z jego powodu. Chciałam poczuć się przy nim dobrze. Ale dla niego.. własnie, dla niego byłam zwykłą, nic nie czującą gimbusiarą, którą mozna wykorzystać, pośmiac się z niej.
- Następnym razem kiedy się zakochasz, zastanów się, czy to nie jest zauroczenie.... - dałam mu buziaka i wyszłam trzaskając drzwiami...


Koniec rozdziału 23! 
Wchodzić, czytać, komentować! 
Będzie mi naprawdę miło! 
A może jakieś pytania? ASK

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 22 :


- Jejuu... - usiadłam na łóżku zakrywając twarz rękoma.
- Co jet? - zapytali Maciek i Patrycja.
- Chce mi się palić, tak strasznie mi się chce, ale Kamil zabrał mi papierosy... umrę.. - miałam łzy w oczach
Maciek wyciagnął swoją paczkę papierosów i poczęstował mnie, dając tez zapalniczkę. Podziękowałam i wprost wybiegłam na balkon. Po jakiś 5 minutach, kiedy wróciłam do pokoju Maćka i Patrycji nie było. Postanowiłam zejść na dół i zorientować się co się dzieje. Wszyscy siedzieli przy stole rozmawiając i śmiejac sie. Kamil trzymał w objęciach swoją kobietę. Byłam wściekła, kiedy na nich patrzyłam. Usiadłam z boku na kanapie słuchając rozmów. Kamil co jakiś czas patrzył na mnie, ale bezinteresownie. Z resztą, tak mi się wydawało. W pewnym momencie wstał, złapał mnie za ręke i wyprowadził do kuchni.
- Widze, że ci się nudzi. Idz na górę, załóż długie spodnie, jakąś bluzę i wróc na dół, spotkamy się w przedpokoju. - puścił mi oczko, i wyszedł.
Tak jak mi kazał, poszłam na górę, założyłam czarne legginsy Patrycji i swoją starą (jeszcze z poprzedniego stylu) luźną koszulkę z "Vulgara", ale bluzy nie zakładałam, bo było dosyć ciepło, a po za tym nie wiedziałam, co Kamil ode mnie chciał. Wróciłam na dół. Kamil już na mnie czekał. Założyłam trampki i wyszliśmy. Chłopak otworzył garaż.
- Trzymaj! - krzyknął ze środka, podając mi kaski.
Gdzie on chce mnie zabrać? Motorem? Boję się. Cholernie się bałam.
Kamil wyjechał pięknym, dużym, czarno-srebrnym motorem z garażu. Zaniemówiłam. Był cudowny. Zgasił, postawił go i stanął obok mnie patrząc na cudo.
- Piękny jest, prawda?
- Tak, śliczny. - odparłam.
- To gdzie jedziemy? - zapytał
- Co? Ty .. chcesz .. JA MAM NA TYM KURDE JECHAĆ?! - prawie krzyknęłam.
Chłopak śmiał się patrząc na mnie.
- Jeszcze jakiś czas temu sama chciałaś na nim jechac, a teraz? Proszę.. boisz się?
- Tak, boję się i nie wsiądę na niego, mimo iż jest piękny.
- Dawaj, co się cykasz. Jeszcze niedawno taka odważna byłaś - wsiadł na motor zakłądając kask i patrzył na mnie - wsiadaj.
- Boję się.
Chłopak wstał, wzią mnie na ręce, posadził na motorze, założył kask i rekoma objął siebie. Czyli nie miałam już nic do gadania. Kamil odpalił maszyne i ruszyliśmy. Wtuliłam sie w niego i czekałam az to się skończy.
W pewnym momencie złapałam odwage i podniosłam głowę.
Nagle Kamil się zatrzymał w jakimś parku. Zszedł z motoru i usiadł na ławce. Dosiadłam sie.
Przez chwilę panowała cisza, Kamil jakby o czymś myślał.
- Kamil... Mogę o coś zapytać?
- Pewnie, pytaj. - uśmiechnął sie do mnie.
- Kim jest ta dziewczyna, która była dziś obok ciebie?
- To moja była. Chcemy spróbować jeszcze raz, no i jak narazie, bardzo dobrze nam idzie.
- aha..
Nagle Kamil wyciagnął z kieszeni moje papierosy. Mordka mi się od razu ucieszyła.
- Prosze, oddaje, bo wiem, że ryczałaś .
Wyrwałam paczkę i od razu wyciagnęłam jednego papierosa i od razu zapaliłam.
- Lepiej? - zapytał ze smiechem
- I to jak - zaśmiałam sie.
Nagle przyszła była Kamila. Jak ona tu wgl sie dostała? Skąd wiedziała, że tutaj jesteśmy?
- Nie wstyd ci? Z małolatą? Motorem? A mnie to już zabrac nie chciałeś... Chciałam to odbudować, a ty .. jestes taki jak każdy..
odeszła.....

Koniec rozdziału 22! 
Wchodzić, czytać, komentować :D 
Przepraszam, że taki krótki, brak chęci...