Rozdział 54:
Rano obudziła mnie babcia zapachem mojej ulubionej kawy. Wstałam, ubrałam się. Miałam małego kaca, ale dało się żyć.
-Dzień dobry babciu. - przywitałam się.
-Dzień dobry pierwszoklasistko! - odparła z uśmiechem.
-Wcale nie mam ochoty na tą szkołę.
-Aj tam gadasz, zjedz dobre śniadanko i pędź na autobus bo się spóźnisz.
Jak powiedziała, tak zrobiłam. Zjadłam, umyłam zęby, ubrałam czarną spódniczkę, białą koszulę, czarne obcasy i torebkę. Umalowałam się i wyszłam.
Na przystanku czekała już Patrycja.
-Cześć, ślicznie wyglądasz. - powiedziała.
-Hej, hej. Ty też, w ogóle jesteś śliczna. Ale szczerze mówiąc wcale mi się nie chce tej szkoły.
-Mi też nie, ale pierwszy rok trzeba zacząć. - odparła.
Chwile później przyjechał autobus. Wsiadłyśmy, zapłaciłyśmy i pojechałyśmy.
Świeciło słońce. W autobusie wszyscy byli ubrani elegancko, no cóż tego dnia było rozpoczęcie roku. Garnitury, sukienki, spódniczki, białe koszule.
Do szkoły dotarłyśmy jakieś 20 minut przed 9.
Weszłam do szkoły i znów poczułam ten okropny zapach nauki, zmęczenia, złych ocen, płaczu i cierpienia. Miałam ochotę stamtąd wyjść.
Weszłyśmy od razu na aule, gdzie zawsze jest rozpoczęcie roku i ogólne uroczystości, apele.
Usiadłyśmy tam, gdzie było nasze miejsce, obok karteczki z nasza klasą. Kilka osób z naszej klasy już czekało. Dosiadłyśmy się i zaczęliśmy rozmawiać. Ogólne poznawanie się, pogaduszki, jak minęły wakacje. Nagle obok mnie pojawił się Łukasz.
-Cześć kochanie. - przywitał się.
-Hej, hej. - dałam mu buziaka. - Ładny garniturek - powiedziałam ze śmiechem.
-Dzięki, śliczna spódniczka - odparł.
Pogadaliśmy chwilę i on poszedł usiąść ze swoimi kolegami z klasy.
-To Twój chłopak? - zapytała Magda, koleżanka.
-No tak, a co?
-Nic, tak pytam.
Chwile później usłyszałam głos Pani Dyrektor.
Śpiewanie hymnu, przywitanie, gadanie, gadanie i gadanie.
Po całym apelu poszliśmy do klasy, aby dowiedzieć się o planie lekcji i omówić go.
-No kochani wtorek będzie dla was dosyć luźnym dniem.
Wasze lekcje: Edukacja dla bezpieczeństwa, wiedza o społeczeństwie, język angielski, historia, religia, w-f i godzina wychowawcza. - powiedziała nasza wychowawczyni.
-Rzeczywiście, nie ma to jak historia i angielski, wspaniale. - powiedziałam szeptem do Patrycji.
Ta tylko pokiwała głową i zaczęła zapisywać.
Później wróciłyśmy do domu. Było ciepło, więc postanowiłyśmy się przejść, trochę drogi było, ale lubiłyśmy spacerować, a akurat nasze szpiki były wychodzone i wygodne.
Kiedy wróciłam do domu babcia siedziała, oglądając telewizje.
-Leci coś fajnego? - zapytałam.
-Nie, bzdety jakieś gadają. Opowiadaj co tam w szkole!
-No co, jak to zawsze na rozpoczęciu roku., wiesz poznawanie się, opis planu... i takie duperele.
-No wiem. Mama dzwoniła.
-Co mówiła? - byłam ciekawa.
-No nic, pytała czy do szkoły poszłaś i w ogóle opowiadała, że w pracy jej dobrze idzie, wszystko ładnie, ale z Andrzejem się kłóci ciągle. I ostatnio go z jakąś panienka widziała, wiesz jak to Twoja mama, wiecznie zazdrosna, ale wcale bym się nie zdziwiła, jakby nową miał.
-Oni zawsze się kłócili, więc jak ona teraz twierdzi, że się nie dogadują, to nieźle musi być. Ja tez bym się nie zdziwiła, ale niech zaczeka i niech go obserwuje.
-No tak zrobi, mówiła. I kazała Cię pozdrowić i powiedzieć, że Cie kocha i tęskni.
-Ja też tęsknię.Mogłaby czasem tu przyjechać. - odparłam.
Owszem było mi smutno, że nie zawsze mogę pogadać sobie z mamą, jak kiedyś. Rozmowa z tatą nie była mi potrzebna. Potrzebowałam mamy. Jej wsparcia, przytulenia, rozmowy o wszystkim i o niczym.
Lubiłam wspominać, kiedy siadałyśmy sobie razem w ogrodzie, piłyśmy sok, rozwiązywałyśmy krzyżówki. Zawsze miałyśmy jakieś fajne pomysły. Nigdy się z nią nie nudziłam. I przede wszystkim mnie wspierała, wysłuchała, pomogła. Kiedy miałam jakiś problem, zawsze mogłam z nią pogadać. Byłam jej kochanym dzieckiem, a ona była dla mnie jak przyjaciółka. A teraz wciąż muszę przyzwyczajać się do jej nieobecności. Brakuje mi jej śmiechu, pięknych błękitnych oczu i ramion, które przytulały mnie, kiedy było mi smutno.
No nic. Poszłam się spakować. Wybrałam i podpisałam zeszyty pakując je do plecaka.
Później przyszła do mnie Patrycja.
-Trzeba namiot złożyć, przecież już niestety nie będziemy w nim spać. - powiedziała.
Pokiwałam głową, wstałam i poszłyśmy.
Kiedy zaczęłyśmy składać namiot zaczęła się rozmowa.
-Jak tam z Łukaszem?
-A jest okej, jestem ciekawa jak będziemy się spotykać w szkole.
-Mam nadzieję, że będzie do Ciebie podchodził, nawet powinien na każdej przerwie!
-No bez przesady, że co przerwę, jak będzie chciał to podejdzie, jak będzie miał czas i jak będzie obok. - odparłam.
-No z resztą, jak chcesz.
Wtedy zadzwonił Patrycji telefon. Odebrała.
-Halo?
-Jak w szkole? - zapytał Kamil.
-A okej, byłam na rozpoczęciu roku, a jutro plecak, książki i będę się uczyć.
-A Monika? Co u niej? -zapytał.
-A to masz, sam sobie z nią pogadaj.
Podała mi telefon.
-No cześć. - przywitałam się.
-Hej Monia, jak tam?
-A dobrze, dziś rozpoczęcie roku, a jutro rozpoczynamy naukę.
-Tak w ogóle to nie przeszkadzam?
-Właściwie to składamy namiot, ale chwila przerwy dobrze nam zrobi. - odparłam
Tak właściwie, to nie mięliśmy o czym rozmawiać, jakieś tam sztuczne tematy.
-A w sobotę mam koncert w Jeleniej Górze, wpadanie? - zaproponował.
-No zobaczymy, jeszcze damy Ci znać, dobra spadamy dalej składać. pa!
Rozłączyłam się.
-Co mówił? - Patrycja zaczęła wypytywać.
-Zaprasza nas w sobotę na koncert w Jeleniej, ale nie jestem przecież pewna, czy będziemy, więc powiedziałam, że damy znać.
Patrycja pokiwała głową, na znak, że zrozumiała.
Kiedy złożyłyśmy ten cholerny namiot, poszłyśmy do Patrycji. Miła swój pokój i mogłyśmy na spokojnie posiedzieć i pogadać.
Wycisnęłyśmy sobie sok z pomarańczy, do tego kostki lodu. Pysznie.
Usiadłyśmy na jej dużym, wygodnym łóżku i zaczęłyśmy rozmawiać.
-A Patryk się jeszcze odzywał? - zapytałam.
-Nie. Okazało się, że wrócił do swojej byłej. Jakiejś Magdy. I dowiedziałam się od Dawida, że on kiedy kręcił ze mną, wiesz te początki, to jeszcze z nią był! Ale później z nią zerwał, a jak ja z niego zrezygnowałam, jak mu napisałam, że nie chcę niczego to do niej wrócił! Rozumiesz to? Gdybym wiedziała, że w jego życiu jest już jakaś dziewczyna, to bym w życiu z nim nie kręciła.
-Co Ty gadasz?! Jaki frajer. No po prostu zwykły jebany dupek! - zdenerwowałam się.
-No dokładnie! On to ciągle ukrywał. I kazał chłopakom nic nie mówić. A Łukasz zna mnie trochę i też nawet nie chciał mi powiedzieć.
-No prawdę mówisz. Ale jestem teraz zła! No zwykły skurwesyn. Ukrywał takie coś. Taki lovelas.
-Tak własnie, o tym samym myślałam.
-I dobrze, że dałaś sobie z nim spokój. Nie wiadomo w sumie, czy jeszcze czegoś nie ukrywał. Niech sobie leci do swojej Madziulki. Frajer jebany.
Potem zmieniłyśmy temat.
Zaczęłyśmy jak zawsze rozmawiać o wszystkim i o niczym. Lubiłyśmy czasem tak posiedzieć i pogadać o tym co myślimy, czujemy. W sumie byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami, to co się dziwić.
Kiedy była już 21. poszłam do domu, bo rano musiałam wstać do szkoły, z resztą tak jak i Patrycja.
Umyłam się i położyłam. A, że przed snem najlepiej się rozmyśla, zaczęłam myśleć o mnie i o Łukaszu. Zastanawiać się jak to będzie. I co z Kamilem. Czy znów między nami coś zaiskrzy? Może Kamil jest lepszy od Łukasza? No w sumie jest starszy, przystojniejszy, bardziej umięśniony.
Ale Łukasz miał w sobie to coś. To coś, co bardzo mi się w nim podobało, to coś bardzo przyciągało mnie do niego. Ale sama nie wiedziałam co jest tym 'czymś'. Ale kochałam to. Całego go kochałam.
W końcu udało mi się zasnąć.
Koniec rozdziału 54!
Podobało się?
Czytać, komentować i udostępniać, będzie mi bardzo miło :)
Miłego dnia!
Ooo dawaj już następny i nie rań tak długim czekaniem 😞 :(((
OdpowiedzUsuńwow kocham tego bloga i czekam na kolejne rozdziały :*
OdpowiedzUsuńSuper ! Mam madzieje ze wroci do Kamila
OdpowiedzUsuńKocham ten blog !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Niemoge sie doczekać kolejnego :**
OdpowiedzUsuńsuper
OdpowiedzUsuńJa się pytam gdzie następny rozdział??
OdpowiedzUsuńChcemy następny!! Czemu nie dodajesz??
OdpowiedzUsuń