czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział 36: 


Obudził mnie głos mojej mamy nad ranem:
- Misiu, kochanie, wstawaj, jedziemy nad jezioro, jedziesz z nami?
Przekręciłam się, przetarłam oczy i usiadłam.
- Pewnie że jadę, już wstaję.
Mama pokiwała głową i wyszła z pokoju. Jak powiedziałam, tak zrobiłam, wstałam, ogarnęłam się. Za oknem świeciło słońce, było pięknie i ciepło.
Ehhh.. za 2 tygodnie szkoła - pomyślałam i wyciągnęłam papierosa z szafki.
Wyszłam na swój mały balkonik i zapaliłam. Zrobiło mi się lżej.
Potem się umyłam, przebrałam w strój kąpielowy, na to przewiewną sukienkę, którą dostałam kiedyś od mamy na urodziny i zeszłam na dół.
- Dzień dobry, śpiochu - powitał mnie ojciec.
- No cześć .. - powiedziałam i zrobiłam lekkie śniadanie.
Potem przyszła mama też w sukience i zaczęła pakować swoją torbę na "plażę".
- No to co gotowi? - zapytała.
Ja szybko skończyłam jeść i pojechaliśmy nad małe jeziorko w Pieńsku ( miasteczko obok Zgorzelca).
Po długim spacerze po piasku doszliśmy do pięknego, niewielkiego jeziorka. Woda była piękna, taka czysta.
Rozłożyliśmy ręczniki, rozebraliśmy się i od razu poszłam do wody.
Była ciepła. Aż chciało się w niej siedzieć. Pływając tak sobie spokojnie, po drugiej stronie brzegu zobaczyłam kilku chłopaków, którzy skakali z góry. Nie była wysoka, a miejsce w które skakali było głębokie, więc nie było raczej szans, żeby coś strasznego im się stało.
No nic. Po długim pływaniu wyszłam, aby się opalić. Rodzice jak zawsze grali w karty.
Leżałam tak chwilę i nagle usłyszałam, jak ktoś mnie woła, głos jakiegoś chłopaka, który słyszałam już gdzieś wcześniej. Od razu podniosłam się z koca.
Zauważyłam biegnącego w moją stronę... KONRADA.
Wtedy tez od razu zauważyli go moi rodzice. Mama Nic sobie z tego nie zrobiła. Zerknęła i znów zwróciła oczy w karty.
Jednak tato... On go dokładnie "obczaił", potem spojrzał na mnie.
Kiedy chłopak był przy mnie, przywitał się, przytulając mnie.
Ojciec wciąż patrzył na nas.
- Co u ciebie?- zapytał, nie zwracając uwagi na to, że mój ojciec wciąż się patrzył.
- Nic, jest okey, wiesz co przejdźmy gdzieś, bo ktoś nie chce dać nam spokoju - powiedziałam, ostro patrząc na ojca.
- No dobrze.. chodźmy - odparł
No i poszliśmy bliżej brzegu, usiedliśmy mocząc nogi w wodzie.
- Co ty tu w ogóle robisz? - zapytałam
- Mówiłem ci, że jestem u kumpla, wzięliśmy auto i przyjechaliśmy tutaj, bo jest piękna pogoda, nie będziemy się w domu kisić, czy coś.
- No rozumiem, ja tak samo.
- Ale wiesz co ci powiem? - spojrzał na mnie - masz piękne ciało.
- Dzięki ty też widzę dbasz o siebie - zaczęłam się śmiać
- Jasne.. dobra z resztą, chodź poznasz moich kolegów - wstał podając mi rękę.
Też wstałam i poszliśmy. Ojciec już nie patrzył.
Kiedy byliśmy na miejscu poznałam jego trzech kolegów : Mateusza, Kubę oraz Dawida. No tak, byli przystojni, tak jak i Konrad. Pogadaliśmy trochę.
- Ej, Monia, skaczesz? - zapytał Konrad pokazując na "skocznię" zrobioną przez nich.
- Skoczę, jak ty ze mną, bo sama się boję.
Chłopak z uśmiechem złapał mnie za rękę.
- No to dawaj TRZY...DWA...JEDEN...!
I pobiegliśmy.
Ciągle trzymałam Konrada mocno za rękę, wiedziałam, że przy nim nie muszę się bać, znaczy miałam taka nadzieję.
I CHLUUUST!
Wpadliśmy do wody. Kiedy wypłynęłam, chłopak był obok i śmiał się.
Jakoś nie mogłam utrzymać się na wodzie. Konrad widząc to złapał mnie w talii.
- Już mam cię nie bój się.
Oparłam się o jego ramiona i spojrzałam w jego piękne brązowe oczy.
Nasze usta powoli się zbliżały.. Już miałam nadzieję, że..
Ale nagle z góry krzyknął Mateusz
- Ej, ludzie idziecie? Dawajcie szybko.
Konrad przewrócił oczyma i zaczęliśmy płynąć do brzegu.
Pod górę szłam bez słowa.
- I jak mała? Strasznie było? - Zapytał Dawid.
- Nie było tak źle. Dzięki - popatrzyłam na Konrada.
On pokiwał głową.
Nagle Dawid podszedł do mnie objął w talii i szepnął do ucha :
- Ślicznotka z ciebie.
Konrad od razu na to zareagował, odpychając chłopaka ode mnie
- Ejejej, rączki kolego.. Nie pozwalaj sobie.
- A co, to twoja laseczka, czy jak? - Dawid miał do niego pretensje.
- Nie moja, ale twoja też nie jest.. i nie będzie, więc ogar.
Dawid podszedł do niego, patrząc, jakby chciał go zabić.
- Ej, chłopcy przestańcie, ja już pójdę. - powiedziałam i poszłam.
- Monika! - krzyknął za mną Konrad.
Pomachałam tylko ręką do tyłu i poszłam.
Będąc już koło rodziców usiadłam na kocu i wyjęłam książkę pt. "Uprowadzona" i zaczęłam czytać.
Już po chwili, zaczęły się pytania od ojca
- Kim był ten chłopak? Spotykasz się z nim? Jak długo?
- Tato.. Ogarnij się. To tylko i wyłącznie kolega, tak?
Poznałam go.. będąc u Maćka. I tyle, pogadaliśmy, pośmialiśmy się i jestem, a ty już od razu patrzysz na niego jakby nie wiem co.. - powiedziałam z pretensjami
- Dobra, dobra .. - odparł zwracając wzrok w karty.
Przez dłuższy czas czytałam książkę. Tak bardzo się wkręciłam, że kompletnie zapomniałam o życiu realnym.
Niestety, po chwili zadzwonił mój telefon, wyrywając mnie z czytania.
Dzwonił Maciek. Odebrałam
- Tak?
- Monika.. Jest ważna sprawa.. muszę ci coś powiedzieć. Teraz słuchaj mnie uważnie... - chłopak był bardzo zdenerwowany i jakby przestraszony.


Koniec rozdziału 36! 
Czytać, komentować, a może polecać i pytać? ----- AsK
Oceniajcie, będzie mi bardzo miło :) 

3 komentarze:

  1. Ty dziewczyno wali cię !! W takim momencie przerywać :) Dawaj szybko następny :) świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Daj następny proszę !!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy następny? Bo już nie mogę się doczekać. :D Jestem baardzo ciekawa co dalej się wydarzy i o czym jej powie Maciek. :)

    OdpowiedzUsuń